For English use the Google translator widget to the right, at the bottom of the page.


Kolejny, trzeci już dzień naszego około-Sylwestrowego spotkania planszówkowego był jak dotąd najbardziej intensywny, jeżeli weźmiemy pod uwagę ilość partii. I mówimy tu zarówno o cięższych jak i szybszych tytułach. Na pewno wpływ na to miał fakt, iż część zjazdowiczów nie wzięła udziału w porannym zwiedzaniu. Mimo to, jest to fakt to warty uwagi – w sumie rozegraliśmy 12 sesji, z czego jedna zdecydowanie pobiła rekord frekwencji!

Drugie, bardzo ważne wydarzenie to dotarcie ostatnich uczestników konwentu – teraz jesteśmy w komplecie! Biorąc pod uwagę, że mamy 10 dorosłych i 10 dzieci, ekipa jest znacząca. Zobaczmy więc, w co zagraliśmy trzeciego dnia zjazdu!


Nasze niektóre Sylwestrowe wyprawy:
2011, 2013, 2014, 2015, 2016, 2017, 2018, 2019, 2021

“Kingdomino” i “Azul”

Pierwsze trzy partie to gry Kuby i Oli, którzy z różnych powodu pozostali na noclegu podczas gdy my zwiedzaliśmy muzeum Marii Konopnickiej w Suwałkach (polecam, chociaż zazwyczaj takie przybytki to coś zdecydowanie nie dla mnie) plus potem zaliczyliśmy wyprawę na łyżwy.

Co do samych gier to najpierw Kuba wygrał w nieśmiertelnego Azula, aby potem częściowo zrekompensować to Oli w Kingdomino. Tej drugiej gry jeszcze nie znam, natomiast wygląda miło i przyjemnie jako szybki, krótki wymóżdżacz 🙂

“Przebiegłe Wielbłądy”

Bardzo, bardzo sympatyczna gra – Wielbłądy łączą zarówno młodych adeptów jak i doświadczonych graczy. Mają nutkę hazardu i kombinowania, pozwalają cieszyć się nawet sukcesami innych graczy (o ile taki sukces został odpowiednio obstawiony). W tym wypadku trochę trudno mówić o wynikach, bo samo doliczenie się uczestników gry było trudne!

Zdecydowanie pobito tu rekord frekwencji a wiele zespołów było dwuosobowych. Grała Magda z Kubą, druga Magda z Martą, Natan, Agnieszka, jedna Ola, druga Ola i chyba to wszyscy uczestnicy… 8 osób! Z niepotwierdzonych informacji wygrała Ola D przed Natanem. Cała reszta podobno została skwalifikowana ex-equo. Niezależnie od rezultatów, była to świetna zabawa dla wszystkich!

“Charioteer”

Moja najnowsza gra ze stajni GMT cieszy się sporą popularnością wśród znajomych – ale też przypadła do gustu małżonce. Dość powiedzieć, że mamy tu wyścigi, ale nie rajdówek a starożytne, gdzie używano rydwanów. Jest oczywiście Imperator, mamy tłumy, które mogą wesprzeć zawodników; mamy w końcu też oprócz zwykłych akcji sprintu, również atak, skręt i naprawę. Ogólnie, dużo dobrej zabawy podczas 3 okrążeń na starożytnym torze wyscigowym!

Pierwsze koty za płoty. Podczas gdy na stoliku obok ścigały się wielbłądy, ja z Kuba i Łukaszem urządziliśmy szybki wyścig rydwanów. Emocji było co nie miara a moje zwycięstwo przyszło na ostatnim zakręcie!
Piękno “Charioteera” to fakt, że jest to tytuł aż do 6 graczy. A że jest nas teraz 20 osób na konwencie, nie było problemu ze skompletowaniem ekipy do takiego trybu. Oj, grało się super, liczba interakcji była niesamowita a przetasowania w kolejności do ostatniej kolejki!

“Nova Luna”

Nova Luna zdecydowanie podąża po palmę pierwszeństwa w kategorii najczęściej granej planszówki na tym wyjeździe. Wczoraj odbyły się kolejne dwie partie w których wygrywały… Magdy! Zwłaszcza druga sesja była okupiona dużą porcja radości jako że właścicielce udało się w końcu wygrać!

“Blitzkrieg!”

Podczas tzw. przerwy operacyjnej między obiadem a wieczornym graniem, udało mi się jeszcze upchnąć z Łukaszem szybką… II Wojnę Światową! Kolejny nabytek z Essen nie zawiódł, tytuł ma naprawdę fajnie pomyślaną mechanikę i rzeczywiście da się zagrać w 20 minut. A że wygrali Alianci Łukasza – cóż, to rezultat ze wszech miar historyczny 🙂

“Terraformacja Marsa”

Pora na pierwszą, główną pozycję wieczoru – Terraformację Marsa. Chciałbym najpierw zwrócić uwagę na zdjęcie po lewej – przygotowanie do rozgrywki, dodatkowe komponenty, super sukno na stół – klimat był niesamowity! Oczywiście, chwilę zajęło zeksplorowanie całego Marsa plus większości dodatków – ostatecznie w tej epokowej podróży zwyciężył Filip. Gratulacje!

“Wallenstein”

Dorota i Kuba dołączyli do nas wczoraj około 18, ale już chwilę po rozpakowaniu się i uporaniu z obiadem zasiedli do pierwszej planszówki. Umówieni byliśmy na Wallensteina (dla chętnych, więcej o tej grze w tej relacji) i cicho liczyliśmy, że dołącza do nas nowy adepci 🙂 Tak też się stało.

Szczegółowy opis rozgrywki to materiał na osobny wpis (na co Drodzy Czytelnicy mogą oczywiście liczyć). Tu tylko stwierdzę, że zarówno Kuba jak i Dorota pokazali się na planszy z jak najlepszej strony. Łukasz miał pecha do pieniędzy, Kuba G dobrze i szczęśliwie rzucał a ja cóż – można powiedzieć, że pogodziłem wszystkich 🙂

“Verdant”

Tzw. rozchodniaczek planszowy, Verdant, ukoronował wczorajszy wieczór. W tej szybkiej, miłej i przyjemnej partii – z całkiem wyrównanymi wynikami – zwycięstwo odniosła Magda K – kolejne tego wieczoru! Gratulacje!

Podsumowanie

Przekroczyliśmy półmetek naszego wyjazdu. Jak do tej pory, wszyscy są zadowoleni a kombinacja zwiedzania i planszówek jest w zdrowych proporcjach. Od jutra w pełnym składzie, więc jest szansa na wiele zagranych gier!